Prawne aspekty używania
OpenOffice.org
Przeglądając często zadawane
pytania i dyskusje poświęcone aspektom prawnym OpenOffice.org,
postanowiliśmy wyjaśnić jak to działa i dlaczego.
Korzystanie z
OpenOffice.org jest
określone przez dwie gałęzie prawa:
Prawo cywilne, z naciskiem na prawo autorskie
oraz,
Prawo Podatkowe - skarbowe.
Autor, autorzy programu określają sposób
korzystania z dzieła. W tym konkretnym przypadku podstawowym sposobem
korzystania z programu są zasady zawarte w porozumieniu określanym mianem
licencji GNU.
Gnu.org określa zasady korzystania z programów
w sposób określony w porozumieniu i stwierdza, że zasady te są obowiązujące dla
wszystkich, którzy z dzieła korzystają i nie podlegają żadnym modyfikacjom.
Teraz sprawa oficjalnego tekstu porozumienia.
Tak na prawdę, to nie ma żadnego znaczenia w jakim
języku jest porozumienie spisane i na jaki język i przez kogo przetłumaczone.
Co do zasady obowiązuje tu zwyczaj międzynarodowy,
który jednoznacznie określa, że tłumaczenie powinno być zgodne językowo z
oryginałem, a więc nie literackie oraz, że w przypadku sporów i niejasności jako
źródłowy tekst jest przyjmowany tekst, w którym porozumienie zostało oryginalnie
spisane.
W tym konkretnym przypadku językiem oryginału jest
język angielski, zaś jeśli chodzi o tłumaczenia, to mają być dosłowne.
Z praktycznego punktu widzenia powstaje niejako
obowiązek by rozpowszechniać tekst oryginalny i tłumaczenia razem, jednak znów
nie jest to konieczne, ponieważ tekst oryginału jest powszechnie dostępny.
Sprawa dodatkowych licencji na produkt w postaci
GPL oraz licencji SiSSl
jest nieco inna.
Koordynatorem projektu jest Sun Microsystems, jako
koordynator mógł i może nałożyć dodatkowe zasady korzystania z projektu, co też
uczynił.
Tym samym nie ma żadnej prawnej możliwości przez
nikogo nałożenia na produkt dodatkowej licencji, bez wyraźnej zgody koordynatora projektu, który
zastrzegł dla siebie cały szereg uprawnień. Takie jest jego prawo i nie podlega
to żadnej dyskusji.
Jeśli zaś chodzi o oficjalne uznanie licencji
GNU, to również nie ma żadnego problemu. Póki co, w Polsce mamy prawo
pozytywne, czyli mówiąc inaczej prawo stanowione przez organy do tego
upoważnione.
Ponadto przyjmuje się również za obowiązujące
zwyczaje międzynarodowe i lokalne, powszechnie uznane.
Licencja GNU jest właśnie zwyczajem
międzynarodowej społeczności i ma moc obowiązującą w Polsce, nawet bez jakiegoś
oficjalnego tekstu.
Wiadomo powszechnie, że państwo żyje z podatków. Podatek to nic innego jak powszechna danina na rzecz
państwa, określona prawem powszechnie obowiązującym.
Ustawodawca przyjął całkiem zresztą roztropnie, że
jeśli ktoś coś dostaje za darmo, wówczas stanowi to jego przychód. Jest to
konstrukcja zgodna z powszechnym poczuciem sprawiedliwości.
W takim razie w myśl zasady, że wszystkie
przychody są opodatkowane, żąda opłacenia daniny od rzeczy otrzymanych z zerowym
kosztem. Jeśli zaś wartość nie jest określona, nakazuje poszukać czegoś
podobnego i na zasadzie porównania określić wartość.
Konkluzja jest bardzo prosta z tej krótkiej
dysertacji:
Wolne oprogramowanie jest bezpłatne ponieważ na
korzystającym nie ciąży obowiązek uiszczenia opłaty za korzystanie z niego.
Chodzi o opłatę licencyjną, potocznie zwaną licencją.
Jednak takie oprogramowanie stanowi przychód
korzystającego i po to państwo wyciąga rękę. Nie ma w tym nic co można
interpretować. Po prostu tak stanowi prawo.
A prawo jest, jakie jest i nie
nam je oceniać, a jedynie stosować.
Dociekliwym proponujemy lekturę:
-
Konstytucji,
-
Kodeksu cywilnego
-
Ustawy o prawie autorskim
-
Ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych i
prawnych,
-
Kilku książek z zakresu doktryny prawniczej i to
już prawie wszystko
Castor@Th
|